Czy szefowie w mundurach myślą po jakimś czasie, że mogą...

Czy szefowie w mundurach myślą po jakimś czasie, że mogą więcej niż inni?

Waldemar Piórkowski

Aktualizacja:

Nowości Dziennik Toruński

Janusz B., niegdyś kontrowersyjny szef toruńskich policjantów, lubił jeździć na bicyklu nawet po deptaku

Janusz B., niegdyś kontrowersyjny szef toruńskich policjantów, lubił jeździć na bicyklu nawet po deptaku

Skazany w czwartek Wiesław L., były komendant toruńskiej Straży Miejskiej, to nie jedyny szef służb mundurowych w regionie, który stracił stanowisko, bo złamał prawo, choć miał go pilnować.
Janusz B., niegdyś kontrowersyjny szef toruńskich policjantów, lubił jeździć na bicyklu nawet po deptaku

Janusz B., niegdyś kontrowersyjny szef toruńskich policjantów, lubił jeździć na bicyklu nawet po deptaku

Przypadek Wiesława L. który prawo - w ocenie sądu - niewątpliwie złamał, może podpowiadać innym, że nie zawsze i wszędzie oraz nie za wszelką cenę trzeba pomagać w jego przestrzeganiu.
[break]

Wybryk, którego dopuścił się Wiesław L. nie wynikał chyba z jego złej woli, ale raczej z przesadnej nadgorliwości i impulsywnego charakteru. Bo nie tylko nie musiał, a nawet - jak określił sąd - nie powinien, bez munduru i po godzinach pracy, a być może również po kilku piwach, wtrącać się do interwencji przeprowadzanej przez podwładnych. Miał pozwolić im pracować, a nie dyrygować nimi, a nawet wymuszać na legitymowanym, by nie zachowywał się lekceważąco wobec strażników miejskich.

Były szef toruńskich strażników nie czuł się wówczas chyba ponad prawem. Wydaje się, że wręcz przeciwnie. Myślał, iż cały czas działa w jego imieniu. Zresztą w takim tonie składał także wyjaśnienia podczas procesu.

W tle też alkohol


Inne przykłady zakończenia regionalnych karier w mundurach pokazują niestety, że ci, którzy stracili stanowiska, sprawiali wrażenie, jakby wydawało się im, że mogą więcej niż inni. A czasami w tle tych zdarzeń był też alkohol.

Był on, choć w niewielkiej ilości, we krwi komendanta komisariatu policji w Ciechocinku, który niedawno stracił stanowisko, bo nie dość, że prowadząc po służbie prywatne auto znacznie przekroczył szybkość na autostradzie, to jeszcze nie zatrzymał się do drogowej kontroli, uciekał przed patrolem, a poza tym, gdy został złapany, okazało się, że jest na lekkim rauszu.

Alkoholem, ale w znacznie większych ilościach, raczyli się na pewno bohaterowie poważniejszego skandalu, do którego doszło w ubiegłym roku w toruńskim klubie „Lizard King”.

Wyzwał podwładnego


Bawiło się tam po służbie około 10 policjantów, głównie z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. Wśród nich Maciej Z., piastujący wówczas stanowisko zastępcy szefa kujawsko-pomorskich policjantów. Podobnie jak inni był pod wpływem alkoholu.
Na zachowanie niektórych członków tej grupy skarżyli się inni klienci oraz obsługa. Policjanci w cywilu poproszeni zostali przez pracowników klubu o jego opuszczenie. Kiedy nie wszyscy chcieli wykonać to polecenie, wezwano na pomoc policję.

Maciej Z. oskarżony został między innymi o to, że w czasie zajścia w klubie słownie znieważył jego selekcjonera i pracownika ochrony, nie chciał też - na żądanie osób uprawnionych - opuścić lokalu. Dodatkowo, kiedy przyjechał wezwany patrol, jednego z policjantów wyzwał, że chce legitymować swoich przełożonych.

A może drugie dno?


A do jakiej szufladki ze straconymi karierami w mundurach zaliczyć można Janusza B., kiedyś - nieco kontrowersyjnego - szefa toruńskich policjantów?

Słynął z tego, że interesował się bicyklami. Miał taki pojazd i pojawiał się na nim czasami w stroju z epoki na ulicach Torunia,
Może po prostu zgubiły go kobiety? Bo jak można wytłumaczyć to, że został prawomocnie skazany za to, iż używał służbowego auta i wypalał policyjne paliwo, aby pojechać do Bydgoszczy na prywatne spotkania z młodą psycholog w tamtejszej Komendzie Wojewódzkiej? Zrobił tak kilkanaście razy.

Poza tym dwukrotnie uszczuplił policyjny budżet, bo zapłacił z niego za kwiaty kupione znajomej. Poza tym naciskał na kadrowców, aby zwolnili z pracy podwładną, która nie chciała utrzymywać z nim prywatnych kontaktów.

Chyba że drugim dnem jego historii jest to, o czym sam mówił, że stał się dla wielu niewygodny - bo miał być wymagający dla podwładnych z Torunia, a stawiał się ówczesnym przełożonym z Bydgoszczy. I tak długo szukano na niego haków, aż w końcu je znaleziono.

Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo