Stary Browar to tylko jeden z wielu biznesowych poślizgów...

Stary Browar to tylko jeden z wielu biznesowych poślizgów Krzysztofa Mielewczyka

Małgorzata Oberlan

Aktualizacja:

Nowości Dziennik Toruński

I nie dzieje się nic... Zabytek u zbiegu ulic Browarnej i Piernikarskiej o wizycie    Paris Hilton marzył krótko

I nie dzieje się nic... Zabytek u zbiegu ulic Browarnej i Piernikarskiej o wizycie Paris Hilton marzył krótko ©Jacek Smarz

Zabytek stoi i niszczeje, a miasto, które sprzedało go biznesmenowi za 3 mln zł, do dziś nie może wyegzekwować kary umownej. A wierzycieli jest kolejka...
I nie dzieje się nic... Zabytek u zbiegu ulic Browarnej i Piernikarskiej o wizycie    Paris Hilton marzył krótko

I nie dzieje się nic... Zabytek u zbiegu ulic Browarnej i Piernikarskiej o wizycie Paris Hilton marzył krótko ©Jacek Smarz

Krzysztof Mielewczyk, nazywany królem puchu, zmarł tragicznie w katastrofie helikoptera na Kaszubach we wrześniu 2013 roku.
[break]
Pozostawił sobie szereg biznesów, głównie związanych z hotelarstwem i nieruchomościami. A także moc zobowiązań. To wobec Torunia, wynikające z faktu kupna przez niego w 2006 roku Starego Browaru, okazuje się jednym z wielu.

Jak to z browarem było


Gdy w 2006 roku Krzysztof Mielewczyk kupił od miasta ten zabytek za ledwie 3 mln zł, był już w Toruniu postacią znaną. Nie tylko jako właściciel „Polskiego Pierza i Puchu”, ale i jako hotelarz. W Toruniu zainwestował chociażby w hotele „1231” i „Solaris”.
Kupując Stary Browar biznesmen zobowiązał się miastu, że w ciągu 5 lat go wyremontuje i urządzi w nim hotel. Ach, cóż to miał być za hotel... Biznesmen chętnie opowiadał dziennikarzom, w jaki wspaniały hotel zmieni zabytek. Roztaczał nawet wizje zaproszenia na jego otwarcie celebrytki Paris Hilton.

Z magistratem natomiast targował się o skalę inwestycji. Cały czas podgrzewał atmosferę, żonglując nazwami luksusowych sieci hoteli, rzekomo żywotnie zainteresowanych współpracą.

Mijał rok za rokiem, a remontu nie było. W 2010 roku stanęły przy Starym Browarze rusztowania, ale roboty skończyły się na zabezpieczaniu części elewacji, a budynek został wystawiony na sprzedaż za... 7 milionów zł. Wcześniej jednak magistrat, zbudowany (pozornym) ruchem w interesie, zgodził się przedłużyć termin zakończenia remontu do listopada 2012 roku. I ten jednak nie został dotrzymany.

Kto i kiedy zapłaci karę?


Miastu należą się kary umowne - 20 tys. zł za każdy miesiąc opóźnienia. W grudniu 2013 roku było to 520 tys. zł, ale od tego czasu suma jeszcze urosła i rośnie dalej. Gdy urzędnicy zaczęli się jej domagać w ubiegłym roku, musieli przeprowadzić prawdziwe śledztwo.

Zabytek został sprzedany spółce Polskie Pierze i Puch, ale potem zmieniał właściciela. Po PPiP była spółka Hotele Solaris, po niej - Hotele Solaris Bis, a następnie Tim Finance. Zapłacenia kary miasto domaga się jednak od spółki Hotele Solaris w likwidacji, bo to ostatnia, przy której pozostały zobowiązania.
W czerwcu 2013 roku magistrat wystąpił do sądu o nadanie aktowi notarialnemu klauzuli wykonalności, by móc na jej mocy zwrócić się do komornika.

- W związku ze śmiercią pana Mielewczyka sąd prowadzący sprawę z powództwa gminy o zapłatę kary umownej w grudniu 2013 roku zawiesił postępowanie z uwagi na brak prawidłowej reprezentacji spółki Hotele Solaris. Po uzyskaniu tego postanowienia gmina w lutym 2014 roku wystąpiła do VII Wydziału Gospodarczego KRS o ustanowienie kuratora dla osoby prawnej, celem podjęcia i kontynuowania postępowania. Do chwili obecnej kurator nie został wyznaczony - rozkłada ręce Adrian Rynkowski z Wydziału Gospodarki Nieruchomościami Urzędu Miasta.

Podsumowując: zabytek stoi i niszczeje, kara umowna rośnie, ale perspektywy na jej wyegzekwowanie są mgliste.

Żona - posłanka z kłopotami


Spadek po zmarłym biznesmenie przyjęła jego żona Dorota Arciszewska-Mielewczyk, posłanka PiS.
Przyjęła go z dobrodziejstwem inwentarza, co oznacza, że za zobowiązania odpowiada tylko do wysokości wartości spadku. Nie odpowiada za długi spółek, które należały do męża, bo zobowiązania spółek z ograniczoną odpowiedzialności nie obciążają właścicieli udziałów. Wierzyciele mogą zatem najwyżej prosić posłankę, by jako osoba kontrolująca spółki (weszła do rad nadzorczych kontrolujących hotele w Toruniu i na Kaszubach) spłaciła długi.

Jak doniosła ostatnio jedna z gazet, prawnik Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk utrzymuje, że kondycja pozostawionych przez jej męża spółek „jest tragiczna”. Ona sama - że w nagłe tarapaty finansowe wpadł tuż przed śmiercią. Ale przeczy temu długa historia spraw sądowych, które kontrahenci wytaczali biznesmenowi.

Tu ciekawostka. Okazuje się, że w aktach rejestrowych spółki Sensalon (zajmującej się handlem kołdrami i poduszkami) jest ślad po windykacji na kwotę 2,5 mln zł na wniosek dyrektora Izby Celnej w Toruniu oraz 1 mln zł na wniosek pewnej toruńskiej spółki.
Długą listę wierzycieli ma sama puchowa spółka Mielewczyka, czyli Polskie Pierze i Puch. Przedsiębiorca Stanisław Bik spod Kielc, który dostarczał jej pierza, od dawna domaga się od niej 1,3 mln zł (ma wyrok sądu i nakaz zapłaty). Bank PKO BP chce odzyskać od niej 1,1 mln zł, a SKOK Stefczyka - 5 mln zł.

* * *


Patrząc z czysto toruńskiego punktu widzenia: żal Starego Browaru. Miasto sprzedało zabytek licząc, że biznesmen cudotwórca go ożywi. Browar marnieje, biznesmen nie żyje, a sąd się nie śpieszy.

Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze (2)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Jan2 (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 2

Takie to prawo i sprawiedliwość Prawa i Sprawiedliwości.

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

skandalista (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

Skandal ! to taki biznesmen z niego był ?

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo