Oświata
Prezydent Bydgoszczy, Konstanty Dombrowicz, będzie dążył do odłączenia Collegium Medicum od UMK i stworzenia osobnego Uniwersytetu Medycznego w Bydgoszczy. Czy to dobry pomysł?
Czy odpowiada Ci sposób przebudowy ul. Mickiewicza w Toruniu?
- Tak: 62.8%
- Nie: 37.2%
Michał Sitarek, Piątek, 30 Lipca 2010; aktualizowano: 30.07.2010 10:42
Reporter „Expressu Bydgoskiego” na zaproszenie „Nowości” testował Toruń. Skrajne oceny i wrażenia. Najgorzej wypadła droga z dworca na Stare Miasto.
W informacji turystycznej na Rynku raczej nie znajdziemy zbyt wielu folderów i broszur na temat Torunia / Fot. Grzegorz Olkowski
Wyjazd do grodu Kopernika dla bydgoszczanina nie jest niczym niezwykłym. To cel każdej szkolnej wycieczki z podstawówki, jednego z weekendowych wypadów. Jeśli jest się do tego wiernym fanem Polonii lub Zawiszy nie sposób też opuścić derbowe pojedynki z Unibaksem lub Elaną.
Dworzec „Toruń Brudny”
Samochód na bydgoskich „blachach” zostawiam na parkingu przed Dworcem Głównym. Dojazd przez Podgórz ulicą Poznańską nie sprawił większych problemów. Chociaż zjazd z małej południowej obwodnicy w kierunku centrum można łatwo przeoczyć. Sama dzielnica nie sprawia tak posępnego wrażenia, jak miałem już okazję usłyszeć. Jednak przed wiaduktem kolejowym mam wrażenie, że czas się zatrzymał w latach 80., kiedy pierwszy raz zobaczyłem Toruń. Na nasypie straszy jakiś kompletnie zdemolowany budynek. Chcę jeszcze rzucić okiem na dworzec. Przejście podziemne to prawdziwy straszak na turystów. Zabazgrane graffiti na każdym wolnym kawałku. Budynek główny od lat (a może wieków?) ten sam, wołający o remont. Bydgoszczan płaczących nad stanem swojego dworca można by tu przywozić na wycieczki, by podnieść ich na duchu. Na placu przed dworcem też bez zmian, kolejne zaniedbane budynki, rozpadające się kioski, obdrapane budki. Gdyby z ulic ściągnięto reklamy i zjechały nowsze modele samochodów, powstałaby sceneria dla filmu osadzonego w późnym PRL-u.
Chodząca promocja
Pracownik dworcowej kasy zapytany o informację turystyczną jest najwyraźniej zaskoczony. - Tu nic nie ma, musi pan jechać do centrum, za mostem - radzi. Bardziej pomocna okazuje się dziewczyna, która wysiada z pociągu. To, że jestem z Bydgoszczy, nie ma dla niej żadnego znaczenia. Na rozłożonej mapie tłumaczy, jak dojść do centrum. Przypomina hotelowego animatora. Tacy mieszkańcy to skarb dla każdego miasta. - Jak skończy się most, wejdzie pan na plac Rapackiego. Warto rzucić okiem na fontannę. Trochę nam wstyd, że dzieciaki rozkładają tam ręczniki, ale to przez zamknięty basen. To zresztą ma się niedługo skończyć. Na starówce warto zjeść w „Kurantach” i wpaść do „Naszego Kina” na Podmurnej. Niesamowity klimat - podpowiada.
Przez most
Idąc Kujawską łatwo dojść do wniosku, że turyści raczej darują sobie takie wycieczki. Samochody rozbryzgują kałuże, a ja ocieram się o nieprzycięte krzewy. Na całym moście spotykam dwie osoby plus trzech pracowników. Gdyby nie panorama Starego Miasta, byłaby to strata czasu. Do tego ten nieznośny hałas. Sznur samochód wlecze się nieco szybciej ode mnie. Śmierdzi spalinami. Drugi brzeg to już inna bajka. Wita nas jeszcze co prawda dziurawym chodnikiem na Bulwarze Filadelfijskim i zapyziałym pubem przy schodach, ale to koniec kolejowego skansenu.
Gotyk na dotyk
Kamienice po prawej stronie są na wyciągnięcie ręki. Chcę jednak wcześniej zobaczyć fontannę Cosmopolis, o której wspominała dziewczyna. Rzeczywiście, robi wrażenie. Podobnymi detalami będę się jeszcze zachwycał nieraz. Osiołkiem, wózkiem i pompą na Rynku Nowomiejskim, zegarem na Królowej Jadwigi... Na razie jednak przechodzę przez bramę, prowadzącą na Stare Miasto. Te same puby, pizzeria i Rynek. Kwiatowe kioski może nie są dziełami sztuki, ale dzięki nim wschodnia pierzeja placu ma swój klimat. I zapach.
Szeroka z pomysłem
Dziś każde miasto chce mieć swoją aleję gwiazd. Toruń nie jest wyjątkiem. Na Rynku podpisy muzyków nie robią już większego wrażenia. Ot, kolejny przejaw „nowej świeckiej tradycji”. Zdecydowanie bardziej intrygujące są herby na Szerokiej. Tych wiszących nie rozpracowałem. Te wmurowane w bruk kojarzą się z miastami Hanzy. Intrygują mnie jeszcze reklamowe flagi łopoczące nad ulicą. Są ich dziesiątki, może setki. Reklamują „festiwal”, ale nie bardzo wiadomo jaki. Za nic nie mogłem odczytać napisanych małym druczkiem terminów imprezy i gwiazdy, która ma go uświetnić. To nie Szeroką pokaże znajomym, jeśli dadzą się namówić na wypad do Torunia. Numer jeden starówki to ul. Szewska.
Tylko starówka?
W sklepie ze świeczkami podpytuję właścicielkę, co jeszcze warto zobaczyć, gdy skończę spacer po starówce. - W zasadzie wszystkie najciekawsze rzeczy mamy właśnie tutaj. Jest bardzo rozległa. Trudno powiedzieć, co jeszcze można by tu zobaczyć. Jeśli jednak chce pan dobrze zjeść, polecam naleśnikarnię „Manekin”. Na zakupy to pan się pewnie nie wybiera. To raczej kręci kobiety. Ale galeria „Copernicanum” jest naprawdę niezła.
Honoru Torunia stara się bronić pracownik informacji turystycznej z Rynku. Dla znajomych z Niemiec, których mam zamiar zabrać za kilka tygodni na wycieczkę, wręcza 3 broszury i plan centrum. Czując niedosyt dopytuję o inne atrakcje. Dostaje jeszcze ulotkę z informacjami o IV Forcie i lesie na Barbarce.
Jestem zawiedziony. Gdy rok temu incognito o to samo prosiłem bydgoskich urzędników, dostałem reklamówkę pełną ulotek, multimedialną prezentację, folder i kilka gadżetów. W informacji turystycznej otrzymujemy jeszcze orientacyjne ceny oprowadzających po mieście przewodników. Na mówiącego po niemiecku trzeba wyłuskać z kieszeni 170 zł. Jestem przekonany, że coś źle usłyszałem. Za takie pieniądze chyba sam zgłoszę się do oprowadzania wycieczek. Dzwonię do Biura Obsługi Ruchu Turystycznego. - Spacer z przewodnikiem w najkrótszej wersji trwa 2 godziny. Ci mówiący po polsku kosztują 95 złotych. Po niemiecku - 190 złotych - wyjaśnia mój rozmówca. - Chodzi mi o wykład tylko dla 4 osób, nie ma nic tańszego? - dopytuję. - Niestety. Grupa może liczyć do 45 osób, ale stawka jest taka sama. Nic innego nie da się zrobić - tłumaczy.
Otwarte miasto
Jedno jest pewne: turysta nie zgubi się w centrum. Napisy w językach angielskim i niemieckim są na każdym kroku. Słychać głównie ten drugi. Na straganach z pamiątkami króluje też język migowy. Sprzedawcy pozwalają wszystkiego dotknąć. Do zawarcia transakcji potrzebna jest jeszcze tylko znajomość liczebników. Wpadają w ucho też nazwy niektórych ulic: Ślimak Getyński wraz z niemieckim tłumaczeniem „Gottinger Schnecke”, Bulwar Filadelfijski czy Pera Jonssona przy Motoarenie. Na placu Teatralnym jeszcze niemiecki drogowskaz do Getyngi. Rozumiem, że to pewnie partnerskie miasto. Takie akcenty, podobnie jak aleja z herbami innych miast na Szerokiej, sprawiają niezłe wrażenie. Świadczą o otwartości. Widać, że Toruń to nie tylko miasto gdzieś na Pomorzu czy w Polsce, ale i w Europie. Dla ośrodka ubiegającego się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 to ważne.
Komunikacja wiejska?
Do dworca chcę wrócić autobusem. Wygląd rozkładów jazdy, schematów może przerazić turystę. Szczególnie, gdy nie zna języka polskiego. Kioskarka też nie za bardzo jest w stanie pomóc. Zapytana, czy na dworzec jedzie linia 22 potakuje głową i szybko zamyka okienko. Na przystanku dowiem się od pasażerów, że oprócz tej linii dojadę tam jeszcze kilkoma innymi. Pierwsza podjeżdża „jedenastka”. Stary jelcz zatrzymuje się z przeraźliwym piskiem.
Masz uwagi? Widzisz błąd? Zgłoś to administratorowi.
Tagi: Region, Toruń, Temat dnia, Turystyka, Opinie, Zwiedzanie
(~Leo, 2010-07-31 15:28:30; raportuj komentarz)
Co (nie)potrafi "gospodarz" po 2 kadencjach to juz wiemy. Most ? Miasto koniecznie potrzebuje menedzera. A "gospodarz" do "zagrody"...
(Stasek, 2010-07-31 12:16:42; raportuj komentarz)
Panie prezydencie Zaleski to ten z Bydgoszczy Pana krytykuje my za brak mostu dziękujemy.Niepotrzebnie sie Pan tak meczy....
(~Anna, 2010-07-30 21:38:30; raportuj komentarz)
Nikt nie wspomina o Baju Pomorskim,rejsie statkiem, wspaniałym muzeum etnograficznym ze skansenem.Mamy też świetną pierogarnie Starotoruńską i moję ukochane Róże i Zen. A...
(~edi, 2010-07-30 20:27:34; raportuj komentarz)
Decyzje dotyczące toruńskiej kolei (i nieruchomości należących do PKP) zapadają w Bydgoszczy i Gdańsku. Pretensje kierować tam. Most? Bydgoszcz ze skóry wychodzi, żeby...
(~George, 2010-07-31 13:02:43; raportuj komentarz)
To był wymagający turysta, nawet do przesady. Trochę narzeka. Wiadomo, że co przez 50 lat się psuło, przez 20 się nie naprawi. Chociaż Kolej rzeczywiście. Za to odpowiada administracja...