Kaczka w nagrodę od mamy

Kaczka w nagrodę od mamy

Krystian Góralski, PB

Nowości Dziennik Toruński

Aktualizacja:

Nowości Dziennik Toruński

Speedway Grand Prix Europy Bydgoszcz 2014Krzysztof Kasprzak z Monster Girls

Speedway Grand Prix Europy Bydgoszcz 2014 Krzysztof Kasprzak z Monster Girls ©Łukasz Trzeszczkowski

Rozmowa z Krzysztofem Kasprzakiem, żużlowcem Stali Gorzów, zwycięzcą turnieju Grand Prix w Bydgoszczy i liderem całego cyklu.
Speedway Grand Prix Europy Bydgoszcz 2014Krzysztof Kasprzak z Monster Girls

Speedway Grand Prix Europy Bydgoszcz 2014 Krzysztof Kasprzak z Monster Girls ©Łukasz Trzeszczkowski

W sobotę po raz pierwszy w karierze triumfował Pan w turnieju z cyklu Grand Prix. Jakie to uczucie stanąć na najwyższym stopniu podium?
Jest bardzo fajnie. Pracowaliśmy na to wiele lat i cieszę się, że wreszcie się udało.
Można powiedzieć, że trafił Pan z piekła do nieba. Przed rokiem zero punktów w pięciu startach, a tym razem efektowna jazda i zwycięstwo.
W parkingu miałem to samo miejsce.
Moi mechanicy zaparkowali busa również w tym samym miejscu i powiedziałem do siebie „Kurde... Muszę to wszystko przełamać.” Jestem innym człowiekiem i zawodnikiem. Zaraz po zakończeniu wyścigu nie wierzyłem jeszcze, że się udało. Dopiero z czasem zaczęło do mnie docierać, że zwyciężyłem. Udowodniłem sobie, że można z rywalami wygrywać i będziemy pracować dalej.
Finałowy wyścig nie układał się po Pana myśli. Była wiara do końca, że się uda?
Dużo się działo w tym wyścigu. W pierwszym łuku był przede mną chyba jeszcze Jarek Hampel. Wjechałem na przyczepny fragment toru i udało mi się go wyprzedzić. Bałem się, że może mnie przyblokować, ale tego nie zrobił. Wyprzedził mnie z kolei pod płotem Darcy Ward. Przy wyjściu z każdego wirażu musiałem hamować. Mówiłem do siebie: jesteś szybszy, nie zepsuj tego. I na czwartym okrążeniu udało się skutecznie zaatakować.
Przy wyborze pól startowych przed biegiem finałowym wiele osób sądziło, że zdecyduje się Pan na czwarte pole, a tymczasem zdecydował się Pan na trzecie, które - patrząc na cały turniej - nie było najkorzystniejsze. Skąd taki wybór?
Trochę cały turniej zepsuł mi deszcz. Gdyby nie zrobiło się mokro, to uważam, że przegrałbym może jeden bieg. Motocykl naprawdę mi pasował. Gdy przyjechałem na trzeciej pozycji, to trochę się pogubiłem. Zaczęły się zmiany. Ubrałem już żółty plastron, ale stwierdziłem, że trzech dobrych startowców po lewej stronie to nie jest właściwa opcja. Dlatego wybrałem trzecie pole. Udało się dobrze pojechać w finale i jestem zadowolony. Walka była czysta.
Przygody były jeszcze przed samym startem w finale. Co się stało z goglami?
Pojechałem ze zrywkami, bo myślałem, że kropi. Okazało się, że nic nie widzę i na półtorej minuty przed startem musiałem wrócić do parkingu. Gdybym się na to nie zdecydował, to pewnie nie wyprzedziłbym Darcy’ego, bo bym nic nie widział.
Deszcz mocno zmienił tor?
Tak, na finał była już straszna „kicha”. Była jedna ścieżka. Gdybym wygrał start, to nikt by mnie już nie dogonił. A uważam, że powinno być trochę fajnych akcji.
Deklarował Pan przed turniejem, że skorzysta z tych samych silników, co w Auckland. Tak było?
Tak. Ten silnik jest idealny na twardsze tory i bardzo dziękuję Peterowi Johnsowi. Rozmawiałem z nim zimą i prosiłem, żeby mi pomógł. Jestem dobrym zawodnikiem, ale w żużlu trzeba mieć jeszcze dobry sprzęt. Ostatnie lata pokazały, że to właśnie jego silniki są najszybsze i cieszę się, że z nich korzystam.
W wywiadach często podkreśla Pan, że może liczyć w domu na uroczyste obiady po sportowych sukcesach. Tak będzie i tym razem?
Na pewno mama zrobi jakąś kaczkę. Na razie jednak do niej nie dzwonię, bo będzie płakać. Dam jej trochę odetchnąć.
Spodziewał się Pan przed sezonem tak dobrych wyników?
Pracuję od trzynastu lat i nie można powiedzieć, że wziąłem się znikąd. Wzorowałem się na Tonym Rickardssonie, Tomaszu Gollobie, moim ojcu. Na każdym po trochu. Przez dziesięć lat jeździłem w Anglii i to nie jest tak, że wypaliłem tak nagle na najgorszym torze dla mnie. W Bydgoszczy nigdy bowiem nie mogłem zaliczyć udanych zawodów. Jeżeli pasuje silnik, zawodnik dobrze się czuje i jest w „gazie”, to są wyniki. Oby tak zostało.
Po dwóch rundach Grand Prix ma pan już jedenaście punktów przewagi nad rywalami. Pozwala to myśleć o walce o mistrzowski tytuł?
Absolutnie o tym nie myślę. Przede mną jeszcze dziesięć rund. Tomek Gollob zdobył mistrzowski tytuł, gdy był dziesięć lat starszy ode mnie, więc mam jeszcze trochę czasu.

Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo